Mam na imię Kamil. Pragnę podzielić się świadectwem łaski Bożego uzdrowienia mnie ze śmiertelnej choroby.
W nocy z 27 na 28 lutego 2025 roku trafiłem na SOR szpitala w Chojnicach z objawami duszności, tracenia równowagi, braku sił, bólu mięśni i stawów. Wydawało się, że to typowe objawy grypowe. Jednak diagnoza okazała się bardziej skomplikowana. Rozpoznano sepsę, zapalenie płuc, obecność pneumokoków i wody w płucach. Wówczas lekarze skierowali mnie na oddział pulmonologiczny szpitala, a tam stwierdzono niewydolność wielonarządową. Nerki, wątroba, płuca, serce przestały pracować. Dlatego przewieziono mnie do Szpitala Uniwersyteckiego im. A. Jurasza w Bydgoszczy. Tam zostałem wprowadzony w śpiączkę farmakologiczną, która trwała około miesiąca.
Przez 39 dni moja żona Monika przyjeżdżała do mnie, modląc się, opiekując i błogosławiąc relikwiami oraz namaszczając olejem św. Charbela. Jednocześnie podjęty został modlitewny szturm do nieba przez kapłanów i osoby świeckie- na Jasnej Górze, w Chojnicach, Tucholi, Zblewie, Smętowie, Bysławku, Medjugorie, San Giovanni Rotondo oraz w Rzymie. Wiele osób podjęło post, przystępowało do sakramentów świętych w mojej intencji. Chciałbym podkreślić, że przez 39 dni Monika – będąc często po nocnym dyżurze i krótkim odpoczynku – jechała kilka godzin do mnie, mając wielkie wsparcie naszych rodziców. Gdy byłem już lekko wybudzony ze śpiączki, modliliśmy się wspólnie, trzymając się za ręce.
Po 39 dniach przewieziono mnie ponownie do szpitala w Chojnicach. Otoczony duchową opieką księży czułem obecność Pana Jezusa, Matki Bożej i wstawiennictwo świętych, szczególnie św. Jana Pawła II, św. Franciszka, św. Charbela oraz św. Frassatiego. Gdy miałem większą świadomość, przystąpiłem do sakramentu pokuty i pojednania. Czułem się bardzo bezpieczny w rękach Pana Jezusa, wiedziałem, że nic już mi nie grozi. Byłem niesiony falą modlitwy i dzięki niej nie odczuwałem wielkiego bólu fizycznego.
Moja rodzina wspierała mnie nieustannie. Spotkałem też wielu lekarzy, rehabilitantów oraz wiele pielęgniarek- którzy oddani całym sercem swemu powołaniu – dbali o mój powrót do podnoszenia się i przewracania, wspierali mnie w nauce chodzenia, prostowania dłoni po przykurczach.
Kolejnym etapem zdrowienia był pobyt na oddziale wewnętrznym szpitala w Chojnicach. Tam nad moim łóżkiem zobaczyłem powieszone wcześniej wizerunki św. Jana Pawła II oraz – co dla mnie było szczególnie ważne – św. Charbela. To był kolejny znak obecności tego Świętego, w którego działanie poprzez oleje nie do końca dowierzałem.
Często towarzyszyły mi słowa świętego Jana Pawła II: „ Musicie od siebie wymagać, nawet gdyby inni od was nie wymagali”. One motywowały mnie do ćwiczeń fizycznych za pomocą ciężarków.
W tym czasie szczególnie modliłem się o usunięcie buli na lewym płacie płuca, która była wielkości płyty CD. Jej pęknięcie mogło zagrażać mojemu życiu. Kładąc rękę na lewym boku, modliłem się z ufnością do Pana Boga o jej usunięcie. Po ludzku bałem się kolejnych operacji, bólu.
Pewnej niedzieli – po przystąpieniu na sali do Komunii Świętej – Pan Bóg spełnił moje ogromne pragnienie uczestnictwa we Mszy Świętej w kaplicy szpitalnej.
Po dziewięciu dniach pobytu na oddziale wewnętrznym – na którym pracuje moja żona Monika – prawdziwy Anioł Stróż – wyszedłem do domu. Było to 19 maja. Przez kolejne niedziele uczestniczyłem we Mszach Świętych transmitowanych przez telewizję, a 1 czerwca – mogłem po raz pierwszy wyjść na dwór. Zapamiętam ten szczęśliwy dzień – z Moniką pojechałem wózkiem na Mszę Świętą, potem na wybory prezydenckie, a następnie odwiedziliśmy moich rodziców w Tucholi i teściów w Bytonii.
Powoli wracał mi apetyt, nabierałem wagi, gdyż podczas choroby straciłem 14 kg – ważąc zaledwie 49 kg. Organizm stawał się coraz silniejszy. Jednak z powodu braku odporności, po kilku miesiącach znalazłem się ponownie na oddziale pulmonologicznym z podejrzeniem zapalenia płuc.
Teraz powoli wracam do sił, pomagając Monice w domowych porządkach, zakupach, wyprowadzaniu psa. Życie toczy się swoim torem – z radościami, trudnościami, czasami sporami małżeńskimi.
Jestem wdzięczny Panu Bogu za dar życia i przymnożenie wiary w Jego obecność i wszechmoc. Dla Pana Boga nie ma rzeczy niemożliwych!
Moja choroba jest przykładem, że nic nie wymyka się z Jego dłoni!
Kolejnym cudem jest dla nas wynik badania na obecność w płucach wspomnianej wcześniej buli. Lekarz szpitala płucnego w Bydgoszczy stwierdził, że… bula zniknęła, wchłonęła się!
Bracie, Siostro! Serdecznie dziękuję za modlitwę w mojej intencji. Czułem jej siłę. Miejcie wiarę i miłość w Bożą obecność. Pozwólcie Mu kierować swoim życiem, bo Pan Bóg jest Waszym najlepszym Ojcem, Przyjacielem, Opiekunem i jedynym Zbawicielem.
Kamil Szymański



